„Minimalizm. Czas na mniej” – recenzja filmu Netflixa

Minimalizm jako trend jest z nami już od kilku lat. Wciąż jednak wiele osób postrzega go błędnie i przez to nie zdaje sobie sprawy, jak wiele korzyści może mieć wdrożenie tej idei. Między innymi o tym mówi nowy film produkcji Netflixa pt. „Minimalizm. Czas na mniej”. Czy warto go obejrzeć?

Mój minimalizm – to od nich się zaczęło

Na ideę minimalizmu w życiu trafiłam po raz pierwszy około czterech lat temu dzięki platformie YouTube. Natknęłam się wówczas na film z konferencji TEDx, mówiący o minimalizmie rozumianym przez dwóch facetów ubranych w czarne koszulki. Byli to Joshua Fields Millburn oraz Ryan Nicodemus, którzy są również producentami wykonawczymi nowego filmu Netflixa i pełnią w nim funkcję narratorów.

Historię ich życia znałam już wcześniej, jednak obejrzenie filmu „Minimalizm. Czas na mniej” pozwolił mi odświeżyć ideę, która przyświeca mi już od kilku lat.

“The Minimalists”, czyli Panowie, dzięki którym sama po raz pierwszy usłyszałam o minimalizmie. Źródło zdjęcia: theminimalists.com.

Czas na ważne pytania

Osoby, które dotąd nie miały styczności z minimalizmem, mogą postrzegać go jako wywrotowy pomysł, nakłaniający do pozbycia się z domu większości rzeczy i życia niczym buddyjski mnich. Nowy film Netflixa pokazuje, że jest to nieprawda.

Większość z nas zainteresowana tym tematem pewnie natknęła się na zdjęcia joginek-minimalistek medytujących na środku pustego pokoju, czy podróżników będących w stanie zapakować cały swój dobytek do plecaka. To jedna z form minimalizmu, chociaż w większości przypadków wygląda on zdecydowanie mniej ekstremalnie.

Ideą, która mu przyświeca i która została wyraźnie podkreślona w filmie „Minimalizm. Czas na mniej” jest to, że żyjemy w uzależnieniu od przedmiotów, których w istocie (w większości) nie potrzebujemy. Nie mówi jednak, co NIE JEST potrzebne, a nakładania, by dojść do takich konkluzji poprzez zadawanie ważnych, życiowych pytań.

Marketingowa papka

Film prezentuje ideę minimalizmu w konfrontacji do współczesnego marketingu. Ten ostatni skupia się na tym, aby pokazywać, że dana rzecz da nam szczęście, a bez niej w istocie jesteśmy gorsi od innych. Nasze potrzeby są więc tworzone i napędzane, co prowadzi do nadmiernego konsumpcjonizmu i gromadzenia przedmiotów. Przedmioty te nie dają nam jednak szczęścia i w istocie to one posiadają nas, a nie my je.

Nasz konsumpcjonizm to również ogromne koszty dla środowiska naturalnego, czego większość z nas zdaje się nie brać pod uwagę.

W filmie zostało to pokazane na przykładzie szeregu różnych danych statystycznych. Nie tylko przyciągają one uwagę, ale też pokazują skalę problemu z perspektywy amerykańskiego społeczeństwa. Perspektywę tę można jednak przenieść również na lokalny grunt.

To nie tylko marketing

„Minimalizm. Czas na mniej” nie zrzuca jednak całkowitej winy na marketing. „Winą” jest też nasze wychowanie. Osoby dorastające w czasach niedostatku wciąż mają w głowach – często nieuświadomiony – strach przed brakiem. Dorastając w latach rodzącego się kapitalizmu w Polsce, nasze rodziny gromadziły i kupowały ponad miarę, mając w końcu dostęp do wytworów do tego świata. Popatrzmy na nasze domy rodzinne. Prawdopodobnie większość z nich w kwestii nadmiaru potwierdzi podejście, o którym mówię.

Joshua Fields Millburn oraz Ryan Nicodemus również doświadczyli czegoś podobnego, choć w skutek trudnej sytuacji materialnej w młodości. Zaczęli więc marzyć o „American dream”, które jak się okazało, wcale ich nie uszczęśliwiło. I właśnie ten zawód sprowadził ich na drogę minimalizmu w życiu.

Sztuka minimalizmu z perspektywy zwykłych ludzi

To, co bardzo spodobało mi się w najnowszym filmie Netflixa, to zasięgnięcie po opinię zwykłych ludzi. Nie pojawiają się więc tylko „znane twarze minimalizmu”, ale ludzie, którzy zdecydowali się wdrożyć tę ideę i dostrzegają jej pozytywnych skutków. Sami doświadczyli tego, jakie zmiany minimalizm wniósł do ich życia i są najlepszym potwierdzeniem, że warto.

Film to jednak również cenne spostrzeżenia ekspertów poparte danymi statystycznymi. Dzięki temu problem nadmiaru z jakim mierzy się społeczeństwo został zdecydowanie lepiej zobrazowany. Przykładem jest statystyka mówiąca o tym, że przeciętny Amerykanin pracuje obecnie więcej, niż za czasów feudalnych. Czy to jest wolność, o której cały czas mówi nam kapitalizm?

Pozostając w temacie minimalizmu, zapraszam do zapoznania się z moim postem o minimalizmie w szafie.

Czy warto obejrzeć „Minimalizm. Czas na mniej”?

Zdecydowanie warto, choć jeśli już wcześniej czytaliście książki o minimalizmie lub oglądaliście filmy o tej tematyce, prawdopodobnie niewiele Was nie zaskoczy. Jednak dzięki temu, że jest on produkcji Netflixa, trafi on do kolejnych osób, które jeszcze z tą ideą się nie zetknęły. I w tym przypadku, te nieco ponad 50 minut oglądania, może być pierwszą z kostek domina, prowadzących do zmiany stylu życia. Na lepszy, szczęśliwszy, bardziej intencjonalny.

A czy Wy macie już za sobą seans tego filmu? Interesujecie się minimalizmem czy może ta idea zupełnie do Was nie przemawia? Koniecznie dajcie znać w komentarzach!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *